czwartek, 10 kwietnia 2014

Cel mojego życia.

Nie wiem czy to przez muzykę, czy ciemne dni.
Nie wiem czy to przez pogodę, czy brak ducha.
Nie wiem co to miało być.
Dziś łzy są inne, dziś są takie moje, takie mi bliskie, nieutulone, lecz utulone być nie chcą. Trochę chyba ze szczęścia, nieprzygarnięte jeszcze. Nie wiem.
Nie chcę tego, co mi wmawiano, że powinnam chcieć. Tylko przestałam o tym pamiętać, to prawie jak nie wiedzieć. Płacz ulgi wielkiej jak rzeka, jezioro, a może morze. I słowa wylewające się w pokorze..
Rób to co wychodzi ci z łatwością, z ogromna przyjemnością, z duszy i serca.
Więc co myślałam, co mam robić. Pod spodem wielkie, pod spodem znaczące, pod spodem stopy bolejące od kółek, wciąż tych samych pytań, bolesna głowa, i przebyta droga tysiące razy wciąż.
Sukces i cele, pieniądze, uznanie, a ja nie miałam ochoty na to,
chciałam mieć słońce w posiadaniu, gwiazdy i kwiaty. 
To wszystko w słowach i w znaczeniach,
w poezji, prozie i piosenkach, lecz głosy w głowie nieprzejednane, niepokochane. I co mieć będziesz z tego? Co ci przyjdzie z tej poezji? Okej, niech będzie, pisz sobie cicho, lecz rób coś jeszcze, coś osiągnij.
Lecz co tu jest do osiągania, kiedy mam wszystko tuż pod nosem. Co tu jest do posiadania, kiedy oglądam to i czasem mam takie cudne, wielkie wrażenie, że jestem panią całego świata.
Chcieć więcej, gdy się ma wszystko to paranoja, to ubogiego jest myślenie, który nie widzi, nie słyszy i skona, i mówi: takie przeznaczenie.
Dziś łzy bez tamy, sentymentalna
jestem i niech tak pozostanie. W twardości mojej skaza i brama w miękkość, w miękkości me otchłanie.
I jestem piękna gdy tak płaczę.
Gdy rozmazany mam makijaż.
Gdy się odkrywam wciąż inaczej.
Gdy wierszem mówić znów zaczynam.
I zgadzam się dziś z celem życia, którym jest moje przeżywanie i akceptacja i w ukryciach znaczeń się wciąż dopatrywanie.
Dusza chce pisać, nic nie poradzę. Trzymana w więzach płacze i skomle, dziś przyszła cicho taka pokorna, przyszła wprost do mnie.
Piszemy, świat się wydaje znów piękny, gwiazdy migoczą pełne znaczenia.
Zgadzam się, zgadzam! - krzyczę do nieba.
Zgadzam się pisać, tworzyć, umierać. Unieśmiertelniać niektóre głoski i zapamiętać tony i dźwięki.
Jaki ten świat jest miękki. Jaki jest miękki.




środa, 2 kwietnia 2014

Jak to jest nie znęcać się nad swoimi łzami?

Kiedy w końcu zaczynasz rozumieć swoją 'nienormalność', a może kiedy w końcu ja zaczynam rozumieć swoją czuję jak ból mija znacznie szybciej przekazawszy to, co miał przekazać.

Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości...

Więc stygnie kawa. Więc nie można się skupić, słowo pisane nie powstaje a zastój czucia obezwładnia myśli. Stare piosenki brzmią inaczej. Myśli z wczoraj tracą swoją przydatność, wylatują z wnętrza jak kurz poruszony czuciem. Ze zrozumieniem. Ból, który kiedyś zginał kolana i powodował mdłości, dziś nie taki straszny. Głos mam inny, spuszczony ze smyczy, hasa niecierpliwie, zajebiście śpiewa.

Chce mówić co mi się podoba, warczeć, gryźć i przekonywać, a czasem dźwięki schować, wyć, co nieco poukrywać...

I mogę w twarz wykrzyczeć ci jaki jesteś tępy i przepraszać cię godzinami, tępą będąc czasami.
I mogę mieszać poezję z prozą, upojenie z grozą.
Może mi się wszystko mieszać, i mogę układać sensy od nowa.
Bo to aż i tylko.. Słowa, słowa, słowa..

Jem marząc o niczym. Upojona chwilą.

Nie wypluwam już niezrozumiałych szeptów, choć zdarza mi się to jeszcze między jawą a snem. Wiem, to są resztki tego, czego nie strawiłam jeszcze i strawić wcale nie chcę. Choć znajomo nam się zamykają drzwi do siebie od czasu do czasu potrafię już odnaleźć szczelinę, ty też.

Pięknie jest się smucić bez wyrzutów sumienia, bez narzekania na nadmierne wydzielanie łzawych potoków, bez oceniania słabości. Po co mam być wtedy silna, po co mam kroczyć z kamienną twarzą i dopiero przed lustrem pękać na kawałki? Jest czas na dzień i pora na noc. Uśmiech promienny i groza ciemnych oczu.
Zawsze fascynował mnie mrok.

W ciemnościach poukrywałam siebie, zaglądam tam teraz z blaskiem niewątłej już świecy, knotek zaprawiony w boju, spokojnie cierpię, gdy czas ku temu. Ogarnąć całość, istotę wszechrzeczy, wszystko. Być ciemnym kątem w pokoju i otwartym oknem. Gryźć, kąsać, całować, lizać.

Jak to jest nie znęcać się nad swoimi łzami? Cudownie.



wtorek, 1 kwietnia 2014

Czy pisanie może uratować od śmierci?

Balansując na krawędzi zrozumienia, odsłaniam ponownie kawałki, które wypełniają szczeliny.
Dawno nie było mnie tu, wracam lekko zaczerwieniona. Zaróżowiona. Na mocnych nogach stoję coraz pewniej. Dźwięki unoszą się w pokoju wraz z blaskiem świecy. Zapach wanilii.
W mojej głowie od prawego do lewego odbija się słowo 'nadużycie'. Nowo odkryte. Usłyszane.
Ciało wzdryga się i mdli mnie. Tak zwyczajnie.

Świeca jednak pali się nadal a smak zielonej herbaty z brązowym cukrem uspokaja zmysły.
Czy pisanie może ocalić od śmierci? Co miałoby umierać wolno, gdyby nie słowa kierowane do siebie, świadomie, czasem ciepło, z nadzieją, a czasem tak beznadziejnie, beznamiętnie i szorstko..?
Apsik.
Jeszcze nie do końca pogodzona z gwałtem na samej sobie tysiąckrotnie powstaję.
Tyle do wybaczenia, a jednocześnie przecież nic, doświadczam, to jedynie doświadczanie, wszechświat pełen możliwości. Czasem więc wystarczy mi sobie uświadomić, przeboleć, wstać.

Takie łatwe. Tak cholernie trudne.
Piję więc herbatę w blasku wieczornej świecy. Daleko od domu, a jednocześnie wreszcie w nim.
Zagubione drogi w tyle przypominają zaplątane sznurowadła, a ta po której kroczę zwęża się i poszerza, jedyna po której chcę iść, bo po niej idę.
Pełno przystanków, luk, niedomówień, a jednocześnie tak bardzo widoczny płomień ciepłej świecy, tylko on.
Nie jesteś moim odbiciem, ani ja twoim, nie służysz mi do niczego, ani ja tobie. Możemy co najwyżej minąć się lub iść tak blisko siebie, że poczuję gęsią skórkę na twoim spoconym lekko naskórku, w uścisku dłoni niepewność.

piątek, 27 grudnia 2013

Połączenie z Duszą.

Po prostu usiądź.
Teraz. Odsuń laptopa. Zamknij oczy. Ułóż dłonie wnętrzem ku górze, stopy na podłodze, albo tak, żeby Ci było wygodnie.
Wyraź intencję, by Twoja Dusza weszła do Twojego ciała.
Skup się na odczuciach. Nie medytuj. Bądź obecny. Czuj, cokolwiek przyjdzie.
Daj sobie na to chwilę, nawet 5 minut jest dobre, choć równie dobre jest 20. Poczujesz to.
Odczuwaj wszystko.
Po tej chwili z intencją i tym, co odczułaś/łeś zrób sobie 5 minut przerwy.
Napij się wody, odpocznij.
Usiądź raz jeszcze. Powtórz intencję. Odczuwaj.

To wszystko :)
Po tygodniu powtórz znowu. I następnie za dwa tygodnie. Lub ile tylko chcesz;))
Cokolwiek się zadzieje lub nie - tak ma być. To już jest, odbywa się.
A Twoja Dusza pragnie wrócić do Ciała..
I Twoje Ciało pragnie być świętym naczyniem dla Duszy..


Zafascynowana.
Poruszona.
Ciekawa co jeszcze się wydarzy.
Polecam spróbować :)
Polecam przeczytać książkę ulubionej ostatnio przeze       mnie autorki Jonette Crowley, której "Orzeł i Kondor" ma   szczególne miejsce w moim sercu.

Kim jesteś?
Pragniesz poczuć swoją Duszę?
Lubisz przygodyyy? :))

Życie jest cudem, z którego nie zdajemy sobie sprawy,
a już się dzieje, TERAZ.








Książkę można kupić na stronie Wydawnictwa Biały Wiatr .

piątek, 22 listopada 2013

Niezauważone dziecko.

Czasem patrzymy na ludzi jakby w ogóle nie istnieli.
Są tylko nasze myśli i emocje. Świat zanika. Zapachy umykają. Widok za oknem traci barwy.
Dorośli zazwyczaj radzą sobie z byciem niewidzialnymi. To chyba kwestia przyzwyczajenia.
Ja nie patrzę na Ciebie. Ty nie patrzysz na mnie.
Taka ciekawa społeczna umowa, która ułatwia krótki, niezobowiązujący układ, który tak chciałby być nazwany kontaktem. Jednak to chyba za duże słowo. O wiele za dużo.
Mówisz coś do mnie, a ja Cię nie słyszę, jedynie myśli o tym, co Ci odpowiem i jak to jest u mnie.
Pokazujesz mi coś, a ja nie widzę. Niczego. Niezwykłego. Zwyczajny kawałek patyka.
Niewidzialne społeczeństwo. W którym jedna myśl goni drugą. Osiągnięcia.
Cisza tak głośna jak trąbienie samochodów w parku.
A dzieci? Czy widać je jeszcze?
Mam w swojej głowie obraz dziecka, po raz kolejny niezauważonego.
Dzieci nie radzą sobie jeszcze z tą zbiorą umową : ja nie zobaczę prawdziwego Ciebie, Ty nie zobaczysz prawdziwej mnie.
One jeszcze widzą. I słyszą. I chcą, by je widzieć. I chcą, by je słyszeć.

I jest we mnie takie dziecko, które słyszy. Które pragnie mówić cicho, bym mogła skupić się jeszcze bardziej. Takie dziecko, które nie może patrzeć na to, ile wciąż wymagamy od dzieci. Które nie pozwala mi obojętnie słuchać, gdy ktoś na inne dziecko krzyczy, wymagając by rozumiało. Wszystko. Wszędzie.
By było szybkie, idealne, by się dostosowało.
Czy my już nie widzimy dzieci?
A one muszą mówić same do siebie. Malować sobie obrazki. Patrzeć i słuchać o rzeczach, które tak bardzo "powinny" zrozumieć.
Zatrzymuję się na moment, smutek siada obok. Patrzymy na dzieci. Są takie piękne. Są takie niewinne.
A gdy słuchają słyszą naprawdę.
Niezauważone dziecko we mnie domaga się uwagi. Domaga się głosu. Domaga się miłości.
Bezwarunkowej...



wtorek, 19 listopada 2013

Zagubiona.

Czuję się zagubiona.
Pod stosami myśli. Zza kubka z kawą. Spod powieki.
Czuję się zagubiona. Już nie podążam za tym, co mi powiedział. Ani wbrew temu.
Za tym, co mi powiedziała, albo jakoś na odwrót.
Tworzę swoją ścieżkę i gubię kierunek. Znaki mi się mylą. Płacz od środka wymyka się w kąciki.
Czuję się zagubiona.
Pod natłokiem spraw, które nie istnieją już teraz, choć zaistnieć pragną.
Pod wiatrem jesiennym zza szklanego obrazu.
Pod wiedzą, że potrafię. Choć nie wiem jak.
Czuję się zagubiona.
Gdy spoglądam w siebie, a tam wicher sprzeczności. Kobiecość, która chce oddychać głęboko i strach.
Pragnienie poddania się życiu i wpadanie w ręce losu.
Czuję się zagubiona.
Sygnały z ciała biją na alarm. Muzyka, której nie rozumiem. Czucie, które miesza się z symbolami czasu.
Niewiedza jak. Jak. Jak.
Tak bym chciała, żeby samo. Jakoś. Samo się zadziało.
A tymczasem działam ja. Niecierpliwie czekająca. Wierząca w to, czego nie chce.
Nie wiem czy dobrze. Nie wiem po co. A jednak..
W szarości tego dnia..
W fusach z kawy..
Z uszka kubka..
Próbuję odczytać wskazówki. Zmieniać perspektywy. Nieustannie się rodzić.
Połączona ze sobą, rozklejona w środku. Jeszcze się muszę wyboleć trochę. Jeszcze przestawić nieco meble. Jeszcze się usadowić wygodniej. Wysłuchać kazań lasów.
Nie mam pojęcia, nie znam drogi. Idę na oślep dzisiejszą ścieżką. Coraz bardziej dla siebie, a jednak.
Ta droga się nigdy nie kończy. Prowadzenie zgubione pod poduszką. Sny wytrącają z bycia.
A może wtrącają bardziej.
Dziś krążę w kółko. Jak kot zniecierpliwiony, bo nie ma ich jeszcze.
Pozamykane drzwi. Okna. Zakamarki.
Dziś poczekam.
Bo jeśli jest czas nieczekania to i ten drugi jest ważny. Pokręcę się jeszcze. Wąsy subtelnych zapachów zawinę koniuszkiem palca, w jedno ciche zakole.
I nic się nie stanie jeśli dziś nie znajdę. I nic się nie stanie jeśli dziś nie zrozumiem.


środa, 6 listopada 2013

Po co ja tak biegnę..?

Nawet leżąc. Bez planów na dziś. Jakieś wzburzone serce.
Jakieś kołatanie.
Dzień za oknem szarzy mi się w twarz. Wiatr uderza w szyby. Coś pulsuje we mnie niemiarowo.
Słowa nie chcą wyjść poza świat, w którym je zamykam. A jednak. Właśnie wypuszczam je delikatnie.
Wśród znanej muzyki. Uspokajających dźwięków. Ukojenie..
Po co ja tak biegnę..?
Gdzie pędzę?
Czy naprawdę chcę zdobywać? I co chcę zdobywać?
Cicho wsłuchuję się w niemoc mojego ciała. Jest ponaciągane myślami o strachu. Jest nadwyrężone wyobrażonym brakiem. Kiwam się w takt dawnych zaprzeczeń. Tymczasem.. dziś mój świat wygląda inaczej.
Patrzę w oczy ludziom mijanym na ulicy. Czasem zapominam się w tym. Widzę wszystko.
Czasem rozrywana przez nieznane chcę schować się głęboko w jakąś cichą, ciepłą przestrzeń..
Ooo przecież ona istnieje. Jest tu pod kocem. W tym dniu tylko dla mnie..
Być może napiszę jakiś tekst. Być może nie zrobię nic. Może zatrzymam się na wdechu, a wydechem stanie się wszystko wokół.
Czuję się dziś głęboka. Jak studnia bez dna. Jak morskie głębiny. Przestronne oceany. Co ja tam mam?
Pod okryciem skóry, pod znakami czasu, pod chropowatą powierzchnią naskórka, pod szorstkością ust..
Moje myśli już nie pędzą, odbieram zmysłami przestrzeń, której być może nie ma. Zafascynowana.
Ile życia w wolności moich włosów. Ile słonecznych promieni w oczach, gdy nie wierzę.
Nagle ta chwila wydaje mi się znów tak przyjazna.. ciepła..
Lubię ten listopadowy półmrok wczesnym popołudniem. Sztuczne światło obrócone w moją stronę. Leniwe słońce, jak ja.. Jestem dziś jak kotka, która wyleguje się zadowolona z tego, co jest.
A jest fotel. Jest chwila. Jest ciepło. Brzuch pełny. Oczy spokojne, nie załzawione od trosk. Śmietanka w kubku.